Ja smażyłam z takiego, tyle, że posypałam grubo cukrem, bo syn cukier może jeść i nadziewałam szprycą zaraz po smażeniu.
Przepis na pączki bez mleka, jajek, glutenu
1/2 kg ugotowanych ziemniaków - przemielić lub zmiksować na miazgę blenderem 1/2 szklanki oleju 1/2 szklanki cukru 1/2 szklanki wody przegotowanej ciepłej 15 dkg drożdży świeżych
maka - pół na pół kukurydziana i skrobia pszenna bezglutenowa - tak na oko, aby konsystencja była dobra, ok. pół kg, może mniej.
1 łyżka octu lub spirytusu
Połowy tej porcji wyszło mi 10 sztuk
trzeba pomieszać wszystko , ale mąkę i drożdże na koniec, wyrobić dobrze i długo i uformować kulki (ręce i deska posypane mąką kukurydzianą lub skrobią, żeby się nie kleiło), przykryć ściereczką do naczyń i odstawić w ciepłe miejsce, żeby urosły nieco, potem smażyć w garnku z dużą ilością tłuszczu
ja robiłam pączki drugi raz w życiu, i ni cholery nie mam pojęcia jak je dobrze usmażyć wyszło mi 60 sztuk, ale ile z nich jest dobrych i dosmażonych to nie wiem. Już pomijam milczeniem zapominalstwo swoje w kwestii dodania octu/spirytusu coby one tyle tłuszczu nie pochłaniały, ale w zasadzie dobrze wyszło. Ale już dojrzałam ze trzy nie dosmażone
Bomboloni się nie umywają do polskich pączków! Serio serio... dużo ich próbowałam i jeszcze nie znalazłam takich, które by choć trochę przypominały nasze pączusie =((
Tzn rozumiem, że jak się mieszka w Polsce to można sobie robić bomboloni bo są one dodatkiem a nie alternatywą. Mnie pozostaje sobie pączki własnoręcznie zrobić.
@Agnieszka82, robiłam pierwszy raz, tzn. pierwszy raz zeszłej nocy. Teraz drugi.
Jak na moje czucie to jeśli niedosmażone to za wysoka temp, wtedy zbyt szybko się smażą z zewnątrz. Ja ustawiałam temp. na ziemniaka. 2-3 talarki wrzucam i te fryty muszą się smażyć bardzo wolno, nie mogą błyskawicznie brązowieć.
Zakładam, ze pączki były dobrze wyrośnięte, ale nie przerośnięte.
Bomboloni się nie umywają do polskich pączków! Serio serio... dużo ich próbowałam i jeszcze nie znalazłam takich, które by choć trochę przypominały nasze pączusie =((
Tzn rozumiem, że jak się mieszka w Polsce to można sobie robić bomboloni bo są one dodatkiem a nie alternatywą. Mnie pozostaje sobie pączki własnoręcznie zrobić.
Ja nie wiem jakie są kupione bomboloni. Ja zrobiłam i wyszły pyszne. Stokroć lepsze (dla mnie) od innych przepisów, które robiłam, robiła moja mama, ciotki i babcie razem wzięte.
edit: i wyszły piękne jak na fotce. Real foto z mojej kuchni. :-)
Pączki prababci... No nie wiem co to za szklanka mleka. 200? 250? 120 ml? W końcu ciasto które odstawiłam do wyrośnięcia nie jest dość luźne, lecz całkiem rozluźnione. Konsystencja blisko racuch. To normalne???
@Savia - no właśnie ta temperatura mnie dobiła, najpierw smażyłam je na większym ogniu, potem zmniejszałam. Jest szansa, że te później usmażone są dobre.
Pączki były dobrze wyrośnięte, ale moja pierworodna postanowiła mi pomóc przy pączkach i je spłaszczyła, wrrr
@Isako - dodaj więcej mąki, uda się na pewno - ja każdy przepis modyfikuję po swojemu, zawsze czegoś mniej/więcej dodam.
ja dzisiaj "spaliłam" bo się okazało, że źle przepis przeczytałam, właśnie ten prababci - na początku jak wół u mnie stoi 500g mąki, a co mi się ubzdurało, że to 500ml mleka to niewiem....aż do sąsiadki leciałam po mąkę i suma sumarum dowaliłam jej 1,5kg
@Savia - no właśnie ta temperatura mnie dobiła, najpierw smażyłam je na większym ogniu, potem zmniejszałam. Jest szansa, że te później usmażone są dobre.
@Agnieszka82 Jak się pączki nie dosmażyły, to można je dopiec w piekarniku. Powyższej rady nie testowałam, ale gdzieś wyczytałam. Na pierwszy rzut oka to logiczne, tak jak z mięsem: najpierw obsmażone na patelni, potem w piekarniku pieczone.
==== Moje pączki usmażone rano. Dobre - mówią dzieci - bo posypane cukrem pudrem. Dobre - mówi mąż - bo ani pudru, ani lukru, ani skórki pomarańczowej.
To właśnie jest przewaga domowych: można zrobić w dowolnych wariantach :-)
Zauważyłam, ze z kreska wyszły te w sam raz podrośnięte i co rosły z dala od źródła ciepła, czyli powoli. Miałam porcję przerośniętych (za ciepło im było i zrobiły się zbyt puchate, nawet w ręce ciężko było brać) i wyszły nieładne.
No u mnie podobnie jak u @Isako - po 2h ciasto wyrosło, ale jak tylko go dotknęłam (próbowałam kawałek oderwać)- klapnęło (wróciło do objętości początkowej). ~X(
Dosypałam trochę mąki, wyrobiłam jeszcze raz i znowu zostawiłam do wyrastania.
Ale i tak chyba nie ma opcji, żeby zrobić "placuszki" i je nadziać przed smażeniem. Ja szprycy nie mam więc pewnie po smażeniu nadkroję z jednej strony i łyżeczką będę nadziewać...
ja własnie w zeszłym roku nadziewałam przed smażeniem i powiem tyle - NIGDY WIĘCEJ.
Bardzo dużo mi się porozwalało podczas rośnięcia, marmolada nasączyła ciasto, potem wypływała podczas smażenia, tłuszcz się od tego spalał = jednym słowem, KATASTROFA.
Już chyba lepiej bez nadzienia,a potem sobie jeść z marmoladą
No u mnie podobnie jak u @Isako - po 2h ciasto wyrosło, ale jak tylko go dotknęłam (próbowałam kawałek oderwać)- klapnęło (wróciło do objętości początkowej). ~X(
:-/
I wtedy ciasto się lekko przerabia, wałkuje, wycina i zostawia do wyrośnięcia, ale z umiarem, bo znów klapnie.
2h ciasto wyrosło, ale jak tylko go dotknęłam (próbowałam kawałek oderwać)- klapnęło (wróciło do objętości początkowej). ~X(
Dosypałam trochę mąki, wyrobiłam jeszcze raz i znowu zostawiłam do wyrastania.
@Milagro, wszystko zgodnie z regułami drożdżowego: ono wraca do początkowej objętości.
Uformuj pączki (ja wycinam szklaneczką z ciasta rozwałkowanego mniej więcej na 1,5 cm) i zostaw do wyrośnięcia. Wyrosną z tego "klapniętego" ciasta.
Co do nadziewania: wg moich doświadczeń większość nadzień wycieka z pączków. Wyjątkiem są niektóre twarde marmolady (takie które na pudełku mają napis "twarda"), ale tez nie wszystkie.
W tym roku spróbowałam nadziewać po usmażeniu. Ale nie szprycą, tylko strzykawką-dozownikiem, jaka mi została po lekarstwach. Może nie wyszło rewelacyjnie, marmolada została blisko brzegu pączka, ale jest. Będę jeszcze próbować czymś takim: ale nie wiem, jak czubek tej butelki będzie wchodził w pączki.
Komentarz
Ja smażyłam z takiego, tyle, że posypałam grubo cukrem, bo syn cukier może jeść i nadziewałam szprycą zaraz po smażeniu.
Przepis na pączki bez mleka, jajek, glutenu1/2 kg ugotowanych ziemniaków - przemielić lub zmiksować na miazgę blenderem
1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki wody przegotowanej ciepłej
15 dkg drożdży świeżych
maka - pół na pół kukurydziana i skrobia pszenna bezglutenowa - tak na oko, aby konsystencja była dobra, ok. pół kg, może mniej.
1 łyżka octu lub spirytusu
Połowy tej porcji wyszło mi 10 sztuktrzeba pomieszać wszystko , ale mąkę i drożdże na koniec, wyrobić dobrze i długo i uformować kulki (ręce i deska posypane mąką kukurydzianą lub skrobią, żeby się nie kleiło), przykryć ściereczką do naczyń i odstawić w ciepłe miejsce, żeby urosły nieco, potem smażyć w garnku z dużą ilością tłuszczu
Balumki kochane!
Życzymy Wam ciągłego wzrastania i dużo radości kazdego dnia. :-)
A to od nas dla Was, jeszcze cieplutkie i nawet z kreską wyszły
A tu przepis: http://www.mojewypieki.com/przepis/bomboloni---wloskie-paczki-z-kremem-budyniowym
Do kremu dodałam cukier waniliowy zamiast wanilii i... nie mogłam się oprzeć, taka pychota. I mąki poszło więcej niż w przepisie.
Zrobiłam też hiszpańskie/wiedeńskie ale malutkie i niekształtne (co widać ). Strasznie upierdliwe szprycowanie, smażenie to już pikuś. :-)
Jak na moje czucie to jeśli niedosmażone to za wysoka temp, wtedy zbyt szybko się smażą z zewnątrz. Ja ustawiałam temp. na ziemniaka. 2-3 talarki wrzucam i te fryty muszą się smażyć bardzo wolno, nie mogą błyskawicznie brązowieć.
Zakładam, ze pączki były dobrze wyrośnięte, ale nie przerośnięte.
edit: i wyszły piękne jak na fotce. Real foto z mojej kuchni. :-)
No nie wiem co to za szklanka mleka. 200? 250? 120 ml? W końcu ciasto które odstawiłam do wyrośnięcia nie jest dość luźne, lecz całkiem rozluźnione. Konsystencja blisko racuch.
To normalne???
Już wiemże kuleczki lepić się nie da.
(
Pączki były dobrze wyrośnięte, ale moja pierworodna postanowiła mi pomóc przy pączkach i je spłaszczyła, wrrr
ja dzisiaj "spaliłam" bo się okazało, że źle przepis przeczytałam, właśnie ten prababci - na początku jak wół u mnie stoi 500g mąki, a co mi się ubzdurało, że to 500ml mleka to niewiem....aż do sąsiadki leciałam po mąkę i suma sumarum dowaliłam jej 1,5kg
Powyższej rady nie testowałam, ale gdzieś wyczytałam.
Na pierwszy rzut oka to logiczne, tak jak z mięsem: najpierw obsmażone na patelni, potem w piekarniku pieczone.
====
Moje pączki usmażone rano.
Dobre - mówią dzieci - bo posypane cukrem pudrem.
Dobre - mówi mąż - bo ani pudru, ani lukru, ani skórki pomarańczowej.
To właśnie jest przewaga domowych: można zrobić w dowolnych wariantach :-)
2h to może za długo... 1-1,5h powinno wystarczyć.
Uformuj pączki (ja wycinam szklaneczką z ciasta rozwałkowanego mniej więcej na 1,5 cm) i zostaw do wyrośnięcia. Wyrosną z tego "klapniętego" ciasta.
Co do nadziewania: wg moich doświadczeń większość nadzień wycieka z pączków. Wyjątkiem są niektóre twarde marmolady (takie które na pudełku mają napis "twarda"), ale tez nie wszystkie.
W tym roku spróbowałam nadziewać po usmażeniu. Ale nie szprycą, tylko strzykawką-dozownikiem, jaka mi została po lekarstwach. Może nie wyszło rewelacyjnie, marmolada została blisko brzegu pączka, ale jest.
Będę jeszcze próbować czymś takim: ale nie wiem, jak czubek tej butelki będzie wchodził w pączki.
@Milagro, można kulki, ale wałek mozna też zastąpić butelką, taką "prostopadłą". Ja sobie kiedyś tak radziłam.