Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Depresja - też to słyszeliście?

1246723

Komentarz

  • Wierzę! Bywa jednak i tak, że wszelkie próby zidentyfikowania i rozwiązania problemów, wszelkie formy wsparcia od najbliższych, spełzają na niczym, póki chory się trochę nie podźwignie na poziomie biochemicznym. Ból i lęk są często paraliżujące, trzeba je najpierw uciszyć, żeby być w stanie zrozumieć problemy i z nich wyjść.
  • @Bagata - nie mam poczucia, że ktokolwiek w tym wątku uznaje leczenie farmakologiczne klinicznej depresji za bezzasadne z założenia.
  • Dwie osoby, które dobrze znam i brały leki, brały je, bo rodzina stwierdziła, że ma ich dosyć i musza iść do lekarza. O rozwiązaniu problemów mowy nie było. Leków już nie biorą, problemy dalej są. U nich branie leków było zamiast rozmów, terapii, czy innych koniecznych działań i dalej jest beznadziejnie, co chwilę afera w domu.
  • edytowano październik 2019
    @Katarzyna, OK. Ja nadal polemizuję z tym artykułem, który jednak wyraźnie, od pierwszych zdań, pisze o DEPRESJI. A że znam kilka przypadków, gdzie odmowa leczenia przyniosła wiele szkód, uważam takie ujęcie tematu za szkodliwe. 
  • edytowano październik 2019
    @Bagata, przypomnę, co napisałam na poprzedniej stronie:
    "Myślę sobie, że to taka dziennikarska nadinterpretacja. Oni lubią używać grubych słów. Kiedyś robiłam dla Rzeczpospolitej zestaw przykładowych zadań testowych do badania zdolności, a oni się uparli nazywać to testem inteligencji. I na nic się zdały moje sprostowania. Pani redaktor się upierała, że jak napisze inaczej, to jej czytelnicy nie zrozumieją, o co chodzi..."
    Myślę, że należałoby tu dotrzeć do informacji źródłowych, wyników badań naukowców zajmujących się tematem. Dziennikarze lubią pisać głupoty vide: wątek o bardzo płodnej kobiecie.

  • edytowano październik 2019
    @Bagata
    Ale właśnie przytoczone przez Ciebie przykłady pokazują, że tabletki nie stanowią rozwiązania, przecież na siłę ich nie wciśniesz komuś. Ktoś musi mieć zapewnione warunki, w których uświadamia sobie swój stan i podejmie stosowne kroki. 

    Współczesne kryteria diagnostyczne wskazują, że pewnie większość matek wielodzietnych (i ich mężów) ma lekką depresję! I można twierdzić, że to jest jakaś przesada, o ile depresję traktuje się jako jakieś wręcz fizjologiczne schorzenie, które się leczy tabletkami. 

    A tak naprawdę przyznanie się, że się prowadzi rabunkową gospodarkę własnymi zasobami skutkujące lekką depresją jest dla większości ludzi tak samo trudne do zaakceptowania, jak w przytoczonych przez Ciebie przypadkach zgoda na podjęcie leczenia farmakologicznego. 

    Jak czytam wątek o jeździe po pijaku, wróć, po niewyspaniu, to sorry, ale czym to się różni od działania osoby, która ryzykuje własnym samobójstwem odmawiając leczenia? 

    W żadnym z tych przypadków nie da się kogoś leczyć bez jego zgody, czyli bez powolnej, nienarzucającej się, troskliwej obecności i wspieraniu w uświadomieniu sobie własnego stanu.

    Artykuł traktuje o tych sytuacjach, gdy ludzie dalej chcą prowadzić tę rabunkową gospodarkę, a pojawiające się trudności przełamują leczeniem farmakologicznym. 
  • Katarzyna powiedział(a):
    Mam poczucie, że w dzisiejszych czasach to już się całkiem często pozwala facetom na bycie smutnymi, bezradnymi, zagubionymi i co tam tylko jeszcze sobie zamarzą. Ba, kobiety to nawet rozczula - taki biduś, którym się można zaopiekować. Popatrz, jak szybko się znajdują chętne, by się zaopiekować takim biedaczkiem, co to sobie życia nie ułożył i zostawił żonę z dziećmi - bo on taki biedy, pogubił się, trzeba mu pomóc...
    Za to, coraz częściej, od kobiet się wymaga, żeby były dzielne i mężne i wszystko znosiły. A głupie baby same się w to zaprzęgają i cieszą się z tego, że takie dzielne są i samowystarczalne - praca, dom, dzieci i jeszcze samorealizacja do tego. A jakby miało na zewnątrz wyglądać, że, nie daj Boże, nie są aż takie dzielne, to wystarczy szybka wizyta u psychiatry i stosowna recepta...
    Też to obserwuję. Ale te przypadki w moim przekonaniu dotyczą gości, którzy przez lata byli zmuszeni do twardego zachowania  i dochodzą do ściany i mają zerowy poziom umiejętności radzenia sobie z trudnymi emocjami (swoimi i żony), mówienia o nich i szukania wsparcia. Niektórzy wpadają w depresję, inni rozpoczynają romanse i udają, że dalej kontrolują swoje życie. Potem, po kilku latach w nowym związku dochodzą dokładnie do tej samej ściany.

    To jest trudna sprawa - ale fakt jest taki, że w tej decyzji ktoś subiektywnie gorzej znosi cierpienie związane z pozostaniem przy rodzinie niż cierpienie związane empatią, wyrzutami sumienia. Co z tego ,że obiektywnie to jest niedojrzałość i skurwysyństwo; uczucia są jak najbardziej realne, przysłaniają rozum, więc nie przemówisz do rozumu. 
    Podziękowali 1Katarzyna
  • Anawim powiedział(a):
    Też to obserwuję. Ale te przypadki w moim przekonaniu dotyczą gości, którzy przez lata byli zmuszeni do twardego zachowania  i dochodzą do ściany i mają zerowy poziom umiejętności radzenia sobie z trudnymi emocjami (swoimi i żony), mówienia o nich i szukania wsparcia.
    Tylko pytanie, czy faktycznie ktoś ich do tego twardego zachowania zmuszał? Łatwo zwalić winę na innych, że zmuszali. To jak z tymi babami-heroskami. Same się w to zaprzęgają ale lubią sobie poszukać winnego i poutyskiwać na to, jak bardzo są ciemiężone.
  • Oprócz przymusu zewnętrznego jest też przymus wewnętrzny, zwykle nieuświadomiony. Kto zmusza ojca czy matkę, by jechali niewyspani samochodem? Kto jemu/jej kazał podejmować w życiu takie decyzje, że dziś jest w sytuacji, gdy wydaje się, że nie ma możliwości alternatywnego działania? 
    Nie każde zło ma przypisaną indywidualną winę. 

    Ja tego nie piszę, by uniewinniać kogokolwiek. Tylko by pokazać, że nie zawsze możliwe jest podjęcie oczekiwanej decyzji, ot tak, również przez kogoś, kto się poczuwa do winy.
  • jukaa powiedział(a):
    W sensie, czy może to być przyczyna depresji? No pewnie że może, jak i innych zaburzeń psychicznych. Ale nie musi.
    zalinkuje ci wieczorem artykuł, jeśli Cię ten aspekt interesuje
    Ja też po proszę. Bardzo ciekawa jestem. I dzięki.
  • Metodologia na kolana nie rzuca, ale korelację jakąś widać między stylem przywiązania, a występowaniem objawów depresyjnych i to raczej podważyć ciężko.
    Tylko, wiecie jak to jest z korelacją... Im więcej strażaków bierze udział w gaszeniu pożaru, tym większe są zniszczenia. I co z tego wynika?
  • Złoty standard dla wnioskowania. Tylko słabo wykonalne w psychologii. Nieetyczne dosyć. Chyba, że na modelu zwierzęcym. Ale wtedy możliwości ekstrapolacji są ograniczone. Jak np. Z wyuczoną bezradnością u psów jako modelem depresji. Fajne, ale tłumaczy tylko specyficzne przypadki.
  • Elunia powiedział(a):
    A mozecie zalinkować coś, albo krótko napisać o metodach terapii? Czytałam o jakiś behawioralnych, przyczynowych itp.Nie orientuję się, a chciałabym.
    Jak nic nie pomaga, to zawsze pozostają jeszcze elektrowstrząsy...
  • Może te elektrowstrząsy lepsze niż psychotropy  :p
  • Tola powiedział(a):
    Co faceci, którzy nie mają się komu wygadać, to nie ci sami, co zostawiają żony z dziećmi. 
    Skąd ta śmiała teza?
  • Czy elektrowstrząsy naprawiają człowieka na stałe, czy się piętrzą. Gdzieś w jakiejś książce typu popularnonaukowego czytałam, że to nie bujda z działaniem.
  • A tymczasem w Belgii...
    https://www.o2.pl/artykul/letnia-kobieta-blaga-o-smierc-eutanazja-z-powodu-niezadowalajacej-urody-6437806886799489a

    Młoda kobieta z Belgii, która cierpi na depresję, walczy o eutanazję. Jest bystra, atrakcyjna i zdrowa fizycznie. 23-letnia kobieta ma jednak ciężką depresję i nie chce dłużej żyć.
  • No elektrowstrząsy pomagają, np. ludziom z nadmierną ilością połączeń nerwowych w mózgu ;) takim z predyspozycjami do nadmiernej kontroli emocjonalnej i ruminacji.
    Zresztą podobno psychoterapia też może powodować trwałe zmiany w mózgu. 
  • @Anawim podobno są na to nawet dowody naukowe ;)
  • edytowano październik 2019
    Predikata powiedział(a):
    @Anawim podobno są na to nawet dowody naukowe ;)
    Tylko te "dowody" naukowe, to są często bardziej przypuszczenia czy raczej dodawanie interpretacji do zaobserwowanych korelacji.
    Damasio przy okazji badań na otwartym mózgu odkrył przypadkowo, że drażnienie określonych rejonów mózgu powoduje objawy depresyjne. Oznacza to ni mniej ni więcej, że jeśli występuje określona aktywność mózgowa, to delikwent ma takie objawy; a nawet nie oznacza tyle, bo do końca nie wiemy, czy jest tak u każdego, czy akurat u tamtej kobiety - może istnieje inny czynnik, który jest niezbędny, by taka oto aktywność mózgowa dawała objawy depresji.

    Ale nawet jeśli tak jest w każdym przypadku, to jeszcze nie wynika, że jeśli ktoś ma objawy depresyjne, to znaczy, że jego mózg musi mieć taką aktywność mózgową, jak u pacjentki Damasio. Być może są różne depresje korelujące z innymi aktywnościami mózgowymi.

    Ale nawet jeśli taka jest przyczyna bezpośrednia takiego, a nie innego stanu, to jeszcze daleko by zrozumieć co powoduje, że taka aktywność mózgowa występuje. itd.

  • @mamaw, o czym jest ten film?
  • edytowano listopad 2019
    Aniela powiedział(a):
    @mamaw, o czym jest ten film?
    Tył filmu- "(Nie)widzialna nastoletnia depresja".

    E: Inne filmiki tego autora też są warte obejrzenia.
    Podziękowali 1Aniela
  • W kontekście relacji rodzic dziecko niezmiennie polecam książkę Więź.dlaczego rodzice powinni być wazniejsi od kolegów 
  • blaekie powiedział(a):
    W kontekście relacji rodzic dziecko niezmiennie polecam książkę Więź.dlaczego rodzice powinni być wazniejsi od kolegów 
    Właśnie zaczęliśmy czytać.
    Podziękowali 1blaekie
  • To stawia nas na poziomie kraju trzeciego świata. Wstyd!  I to musi ktoś wykrzykiwać z mównicy sejmowej  na każdym posiedzeniu. Może ktoś z buńczucznych narodowców zamiast pieprzyć w kółko o 447. Bo z PiS i PO wiadomo że nie bo się wstydzą. Standardy zapadłej rosyjskiej prowincji. 
    A pan pieprzony Owsiak powinien robić na to co roku zbiórki.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.