Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Depresja - też to słyszeliście?

145791023

Komentarz

  • edytowano luty 2020
    To nie takie proste by stwierdzić o przyczynach tych chorób. Akurat znane mi (z otoczenia lub słyszenia) przypadki schizofrenii paranoidalnej, czy depresji dwubiegunowej z epizodami urojeniowymi związane były raczej ze "zbytnią" religijnością.....
  • WYCHOWYWAĆ SIEBIE, ABY MÓC WYCHOWAĆ INNYCH

    NIE RZECZY, ALE ŻYCIE!
    Dzisiejsza młodzież, wasze dzieci, głodne są i spragnione czegoś głębokiego, czego często nie potrafią wyjaśnić i wyrażają to przez „krzyk”. Dom, motocykl, samochód, szkoła, materialna pewność, jedzenie…ale to wszystko nie wystarcza! Jest to krzyk niezadowolenia, złości, buntu, rozczarowania. I młodzież zemści się czyniąc źle sobie i swoim życiu. Jest niemożliwe zrozumieć takie zachowanie, jeśli się nie wejdzie głębiej w to wszystko, czego młodzież dzisiejszych czasów przeżywa, a co większość rodzin ignoruje nie przyjmując przesłania prawdy, które jest za tym krzykiem bólu : dobra materialne nie wystarczą!
    Pomyślmy, ile czasu my dorośli straciliśmy. Czasami, nawet między mężem i żoną, rozmawia się dużo więcej o pieniądzach niż o dzieciach. Ale nie jest prawdą, że pieniądze wam przynoszą szczęście ; to była wasza wielka iluzja i dzisiaj powinniście powiedzieć sobie tą prawdę. Pieniądze z was zrobili ludzi uzależnionych od rzeczy, ludzi, którzy zawsze czegoś szukają, ponieważ nigdy nie wystarczy pieniędzy. Zaczęliśmy biegać za pieniędzmi z fałszywym usprawiedliwieniem, że chcemy by nasze dzieci żyły lepiej, ponieważ nie chcemy, żeby cierpiały tak, jak my cierpieliśmy. I to wszystko jest wielkim kłamstwem : czuję się lepiej, posiadając więcej!  Zaczęliśmy biegać za kontem bankowym, pięknym samochodem, wygodnym domem, apartamentem nad morzem, w górach…i nie jest prawdą, że to zrobiliśmy tylko dla naszych dzieci, by im niczego nie brakowało ; w rzeczywistości zrobiliśmy tak, ponieważ to nam się podoba, my tego chcieliśmy! Dzieci nie jedzą więcej niż my rodzice i jeśli chcieliśmy ich ubierać w ubrania markowe już od małego, to przez naszą ambicję, a nie ponieważ nas oni o to prosili. Dzieci na początku nie proszą o nic, robią to później, dorastając, ponieważ my ich tego nauczyliśmy. Robią tak, by się poczuć zauważonym, prowokując w ten sposób, by wypełnić ich pustkę. I w tym momencie pomyśleliśmy , że problem jest w nich ponieważ my postaraliśmy się, by im niczego nie zabrakło. Ale to nie jest prawdą! Nie brakowało dóbr materialnych, ale brakowało im życia, naszego czasu, by być razem, porozmawiać, uśmiechnąć się, przebaczyć. Życie jest pierwszym dobrem, pierwszą wartością, otrzymujemy go wcześniej niż buty, ubrania lub talerz jedzenia. Ja do trzynastego roku życia chodziłam boso. W tych czasach nie było butów. Było nas siedmioro rodzeństwa i kto pierwszy wstawał, zabierał buty.  
    Więc czego mi brakowało? Butów? Teraz przypominam to z wielką przyjemnością, wiecie dlaczego? Ponieważ czasami się zdarza że zapomnę założyć butów i jeszcze dzisiaj potrafię chodzić boso po kamieniu! W naszych czasach było więcej życia, ponieważ było więcej miłości, dialogu, solidarności, cierpliwości, wierności, odwagi, ofiarności. Żądza posiadania rzeczy i pieniędzy, dzisiaj niszczy rodziny, kłóci rodzeństwo i rodziców.      
    Właśnie z tego powodu młodzież nie docenia rzeczy, marnuje pieniądze na narkotyki, które dla niej są śmiercią.  Nie pozwólmy by naszym dzieciom zabrakło prawdziwego życia : uśmiechu, przeproszenia, przytuleń, gestów wzajemnej miłości, radości z poświeceń podejmowanych wspólnie ; są warte więcej od czegokolwiek. Dzisiaj jesteśmy bogaci materialnie, jednak nasze życie jest ubogie. Spróbujmy natomiast być mniej bogaci w rzeczach, ale żyć pełnią życia!

    Matka Elvira

  • @Aniela , być może problem jest głębszy.
    Nie jestem pewna czy główną przyczyną depresji jest ateizm.

    Polska jest na drugim miejscu w Europie jeśli chodzi o liczbę samobójstw wśród dzieci i młodzieży.

    Tutaj dane: 

    "Zestawienie opublikowane w “Dzieci się liczą 2017 - Raporcie o zagrożeniach bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce” na pierwszym miejscu wymienia Niemcy. W 2014 roku doszło do 224 prób samobójczych osób poniżej 19 roku życia zakończonych śmiercią (statystyka nie obejmuje osób odratowanych). 

    W tym samym czasie w Polsce zanotowano 209 takich przypadków. 

    Trzecie miejsce niechlubnej listy zajmuje Francja (171), kolejne są: Wielka Brytania (134), Włochy (87) oraz Hiszpania (69). 

    Ostatnie trzy miejsca, a zarazem najniższe statystyki mają: Norwegia (10), Serbia (8) oraz Słowenia (6). Źródłem danych prezentowanych w raporcie jest Eurostat oraz Komenda Główna Policji w Polsce."



    @Aniela , trudno znaleźć bardziej zateizowane społeczeństwo w Europie niż to norweskie. 
    A jednak liczba samobójstw dzieci i młodzieży jest tutaj niemal najniższa wśród państw Europy.

    Za to katolicka Polska jest niemal na szczycie tej listy, niestety .

    Coś innego musi być główną i podstawową przyczyną.

    Ja bym się skłaniała do hipotezy, że przyczyną tych tragedii jest nadmierna ilość wymagań, w jakie są uwikłane polskie dzieci, a którym nie potrafią sprostać.

    Dodam jeszcze, że żaden z nastoletnich kolegów mojego syna nie ma nawet śladu depresji, koleżanki też nie. Jeszcze nigdy  nie spotkałam tu w Norwegii dziecka z depresją wśród znanych mi dzieci.

    Myślę, że głównym winowajcą w Polsce  jest szkoła i w ogóle system edukacji.

    Życie polskiego ucznia, a norweskiego ucznia -  to są dwa całkowicie różne światy.
    Zaryzykuję stwierdzenie, że uczniowie w norweskich szkołach, zwłaszcza podstawowych są po prostu szczęśliwi a ich poczucie własnej wartości jest nieustannie wzmacniane.
    Wychodzą ze szkoły wierząc we własne siły i wierząc w to, że są w społeczeństwie potrzebni, tacy, jacy są.

    Norwegowie niesłychanie dbają o zdrowie psychiczne swoich obywateli, czuje się to na każdym kroku, przede wszystkim w szkołach, ale też w zakładach pracy, służbie zdrowia, urzędach.
    Tutaj ludzie są po prostu dla siebie dobrzy wzajemnie. I nie stawiają sobie , a przede wszystkim dzieciom, zadań niemożliwych do zrealizowania.

    Mnie się wydaje, że to powoduje, że tutejsze społeczeństwo czuje się szczęśliwe i że ci ludzie chcą żyć.
     
    Uważam, że gdyby w Polsce zmienić/ograniczyć program szkolny, wyedukować nauczycieli w zakresie umiejętności traktowania uczniów ( życzliwego i pełnego szacunku) oraz wprowadzić walkę z wszelkimi , nawet najmniejszymi przejawami mobbingu szkolnego, to liczba samobójstw wśród polskich dzieci i młodzieży zmniejszyłaby się conajmniej o połowę.
    Nie mówiąc już o samej tylko depresji. Też statystyki by zmalały.

  • "I z tego wyciągnęłas wniosek, że to ateizm powoduje choroby psychiczne? Co to znaczy "lekceważące traktowanie Boga"? Napisałam, że mogłabyś zniszczyć takim podejściem. Mam nadzieję, że tak się nie stało, i że przynajmniej powstrzymalas się od takich interpretacji."
    ------------------
    NIE. Nie wyciągnęłam takiego wniosku z tego. Wyobraź sobie, że patrzę szerzej.

    Nie ateizm powoduje choroby psychiczne, ale jest przyczyną, jedną z głównych przyczyn chorób psychicznych. I proszę Cię, Tola przestań mi już wmawiać przedziwne rzeczy.

    Co znaczy "lekceważące traktowanie Boga"? - znaczy podejmowanie działań, które nie liczą się z prawem naturalnym (Bożym). Zajmowanie się okultyzmem na przykład.
  • edytowano luty 2020
    Tola powiedział(a):
    Twoje tłumaczenia @Aniela są wypisz wymaluj z tego bingo, które wrzuciłam tu w pierwszym wpisie.
    A Ty sobie myślisz, że twoje bingo to jakaś prawda objawiona? Że jest nieomylne i w ogóle nie-do-ruszenia?

    Wg mnie Twoje bingo to przykład poprawności ideologicznej.
  • Nie będę pisać o ewentualnych bilogicznych przyczynach depresji czy samobójstw.

    Ale jedno napisać muszę. 
    Zbieramy teraz żniwo modelu wychowawczego i traktowania dzieci jak święte krowy i pępki świata. 
    Dziecku nie wolno powiedzieć nic przykrego, karać, wyciągać niemiłych konsekwencji. 
    Ba dziecko nie wolno krzyknąć, od dziecka nie wolno niczego wymagać. 
    Rodzice źli, szkoła jeszcze gorszą. Za dziecko inni mają rozwiązywać ich sprawy, dbać o pełen komfort dziecka, żeby tylko jego krucha psychika nie ucierpiała. 
    Wszędzie tylko "bezpieczeństwo dziecka", wszyscy pierd... ca dostają z tym pilnowaniem, nadzorem, opieką. 
    Matka 10 latka nie może w domu zostawić godzinę z bratem, bo może mieć nieprzyjemności. 
    Dziecko nie może iść samo do szkoły, bo niebezpiecznie. 
    Dzieci nie moga sie kłócić, siłowac, popychać, bic, biegać bo olaboga, krzywdę sobie mogą zrobić. I od razu dorosły musi wkroczyć. 
    Przykładów tysiące można podawać. 
    I mamy pokolenie sierot życiowych, nie radzących sobie z najprostszymi sprawami.
    Dzieciaki mają nieprzepracowane swoje sprawy, nie potrafią żyć z kolegami, potem nagle okazuje się, że świat jest brutalny i jurysdykcja rodziców, wychowawców nie sięga. 

    I zamiast uczciwie przyznać, ze z troski o dzieci uczyniliśmy ich słabymi i bezbronnymi znowu ponawiamy ten sam błąd, uznając, że dzieci mają za mało troski i opieki. 
    W miastach powstają Zespoły ds bezpieczeństwa dzieci, kuratoria ślą przypominajki, żeby o bezpieczenstwie ciągle gadać, robić zajęcia, przypominać. Mamy kolejne dokumenty do podpisywania przez rodziców, zgody kolejne. Dzieciak bez nadzoru nawet bąka nie moze puścić. 
  • makodorzyk powiedział(a):
    To nie takie proste by stwierdzić o przyczynach tych chorób. Akurat znane mi (z otoczenia lub słyszenia) przypadki schizofrenii paranoidalnej, czy depresji dwubiegunowej z epizodami uronieniowymi związane były raczej ze "zbytnią" religijnością.....
    niestety też znam taki przypadek.
  • Agnieszka, ale z drugiej strony powiedz, jak się nie obawiać i puszczać te dzieci wolno( bez choćby telefonu) jak co drugi dzień słyszysz, że znaleziono jakieś ciało kogoś, albo masz własne doświadczenia, że ktoś cię zaczepiał w nastoletnim wieku? 
    Podziękowali 1nowa
  • Ciała tych niepuszczanych I z telefonem też znajdujà.
    Nie ma bezpiecznej opcji. 

    Podziękowali 1Prayboy
  • Dziś znowu... 13 latek zostawił list pożegnalny i zastrzelił się. W Skierniewicach
  • Tylko jest problem ze znalezieniem jak dac znać już kilka razy pisalam historię , moje corki bez telefonów jeździły do szkoły wracały szkolnym autobusem który zabiera z pod domu pod domem wysadza to po co im telefon? 
    Był wypadek w drodze powrotnej dodo domu ponad 2 godzin spedzily w autobusie inne dzieci mialy telefony daly znać do rodziców one nie mialy jak bo bo nikt nie chciał wysłać głupiego smsa , samych ich też nikt puścić nie chciał ,  nr telefonu mialam tylko na sekretariat w szkole ktory jest czynny do 12 a to byla16 już....
  • edytowano luty 2020
    Kolejna sprawa że samych dzieci się nie puszcza to nasilenie ruchu jakie było gdy my byliśmy mali? Jakie jest teraz? Jakie sa teraz auta , kiedyś auto jechalo max 100 km , a teraz ok.100 km/godz to norma , aby bylo trochę miejsca kilometr starczy prostej drogi przynajmniej po za miastem zresztą co raz jest że geniusz na pasach jechał z prędkością 100 czy więcej km, 
    Kiedyś chodziliśmy w grupie po kilka czy kilkanaście osob a teraz u nas jest po 1 -10 dzieci w klasie z kilku wiosek . W tamtym roku moje do szkoły rowerem jeździły bo było  3  z okolicy a nawet czasem jechało i 4-5 , w tym roku została sama nie będzie jeździć zwłaszcza że były próby uprowadzenia dziewczynek policja nie znalazła sprawców....
    Podziękowali 1obwarzanek
  • A i my w porównaniu do naszych dzieci mieliśmy więcej swobody ale i więcej obowiązków , w szkolach nie było takiej presji bo jak ktoś gorzej się uczył i nauczyciele i rodzice wiedzieli że nie wszyscy mogą być inżynierami i " do łopaty" oraz "operatorów taczek" też potrzeba 
    My bez skryptów musieliśmy zarabiać na siebie zbierać np truskawki itp to szło się ok 2 kl podstawówki teraz...15 latka rolnik nie chce na polu bo jak coś to są kary , we wsi pani brala do truskawek a pan do malin nastolatków to
    , sasiad nasłał kontrolę z ARiMR inspekcja pracy i jeszcze niewiadomo skąd efekt...plantacja truskawek wyorana , plantacja malin zlikwidowana , i już nie ma zarobku nikt w okolicy 20 km nie wezmą jak nie masz 18 lat skończonych bo w myśl ustawy pomocnik rolnika musi mieć 18 lat skonczone
    Podziękowali 2obwarzanek Rogalikowa
  • edytowano luty 2020
    W domu też rodzice nas zostawiali nie było problemów,  u mnie na jesieni córka była sama kilka godzin w domu tłumaczyłam się czemu , mała miała 14 lat.....
    Podziękowali 1obwarzanek
  • Świat staje na głowie jest presja od maleńkiego na wygląd, ubrania , buty, ciągle stymuluje,  się ciągle jakieś wymagania , ciągle ambicje, presja kto ma lepsze oceny , kto szybciej czyta kto zna więcej obcych języków, wszędzie wymagań od groma i ciut ciut , brak czasu na regenerację sił , co z tego że jest wf w szkole jesli na tym wf siedzi sie na lawce bo.....na sali trwa lekcja , na korytarzu też...więcej aktualności fizycznej jest w trakcie dotarcia do szkoły niż na 2 godz wf nie ma jak odpocząć psychicznie i się nie daje rady 
    Wygórowane ambicje i presja otoczenia plus wszechobecne chamstwo i łatwo o problem 
    A i jest wstyd prosić o pomoc bo zaraz zaszufladkowuja zaraz traktują jak trendowatego , 
    Kłopoty w szkole leń , kłopoty później leń nie chce mu się tylko w koło Macieju leń beztalencie ,nieudacznik ,śmieć.....
    Podziękowali 2Izka obwarzanek
  • @nowa bardzo dużo racji w tym co piszesz ale w strasznym miejscu żyjesz - człowiek człowiekowi wilkiem.
    PS. też mieszkam na Lubelszczyźnie
    Córka ostatnio miała problem z koleżanką i twierdzi, że nawet porozmawiać ciężko, o pisaniu nie ma mowy bo zaraz wszystko może być nagrane, zrzutowane i hulać po sieci.  :s
    Podziękowali 2Izka nowa
  • Dokładnie @monika5 , chociaż jest też dużo wspaniałych ludzi tyle że wystarczy jeden no nie wiem jak to określić "geniusz" i zatruje życie dla całej okolicy
    Podziękowali 2obwarzanek monika5
  • A w miastach nie ma lepiej bo młodzież czuje się anonimowo bardziej czesto sąsiadów z klatki obok się nie zna łatwiej o "okazje" zbrojenia czegoś prędzej ujdzie to plazem , rodzice w pracy zamiast samemu siedzieć w 4 scianach to szuka się towarzystwa i jeden drugiego nakreca ,.jeden zacznie komuś dokuczac to i nastepny tez bo co on gorszy .

    Ktoś już mądrze napisał jak zamiast czasu daje się dobra materialne bo kolega ma bo koleżanka ma bo jak moje mieć nie będzie to zrobią z mojego dziecka posmiewisko .
    Wiem z doświadczenia moja mala miala z 10 lat jak na nią wyjechały kolezanki nic nie powiedziala żebym nie interweniowala nauczyciele tez nic nie wiedzialy ryplo jak opuściła się w nauce , 
    Podziękowali 1obwarzanek
  • Temat bardzo mnie porusza. Skąd tyle depresji w tym pokoleniu?

    Są chwile, kiedy myślę, że może przez nawał informacji o różnych zagrożeniach - globalne ocieplenie, globalne epidemie, zbliżająca się asteroida, wojna totalna. Jak się obejrzy kilka katastroficznych filmów, a takich jest na pęczki, to mogą się w głowie zalęgnąć obrazy, które potem kiełkują.

    Ale przecież z drugiej strony, kiedyś czasy były dużo bardziej niebezpieczne, zagrożenia trudniejsze do uniknięcia, świat bardziej niezrozumiały. 

    Jak to się działo, że ludzie byli tacy silni psychicznie? Teraz np. śmierć dziecka jest straszną traumą, po której nie każdy się podźwignie. Kiedyś dzieci umierały na potęgę i ludzie żyli dalej normalnie.  
  • Może, gdy zagrożenie jest realne, namacalne, dookreślone, to ludzie są w stanie coś z nim robić - mądrze lub głupio, ale jakoś sobie radzą i dzięki temu mogą mieć poczucie sprawstwa. A jak sobie radzić  zagrożeniami typu: koronawirus z Chin, globalne ocieplenie, zatrucie wszystkiego wokół, potencjalna wrogość w całym otaczającym świecie, zmiany ekonomiczne pogarszające jakość bytu, nadciągająca apokalipsa itp. Świadomość takich zagrożeń nieuchronnie prowadzi do poczucia bezradności.
  • edytowano luty 2020
    Kiedyś ludzie też nieraz  stradali zmysły i "popadali w melancholie" na wskutek traumatycznych zdarzeń. Generalnie ludzkiej egzystencji towarzyszyło więcej bólu i cierpienia. Nie piszę już o komforcie życia ogólnie ale na przykład taki banalny dla nas ból zęba..... Czy inne zabiegi medyczne wykonywane bez znanego nam dziś znieczulenia. miejscowego czy ogólnego. 
    Jako znieczulacz pozostawał alkohol, eter ewentualnie jakieś zioła lub uciskanie.....

    Podziękowali 1joanna_1991
  • Agnieszka powiedział(a):
    Rozumiem, jednak przez te 2 godziny nie było żadnej dorosłej osoby w pobliżu, do której można podejść i poprosić o zadzwonienie , nie wiem, kierowca tego autobusu ?

    Byla nauczycielka ktora powiedziala ze  z prywatnego telefonu nie zadzwoni , kierowca mial akurat na głowie policje lekarza pogotowia itd to nie mial czasu  od tamtej pory maja zawsze telefon ze sobą
  • Bagata powiedział(a):
    Temat bardzo mnie porusza. Skąd tyle depresji w tym pokoleniu?

    Są chwile, kiedy myślę, że może przez nawał informacji o różnych zagrożeniach - globalne ocieplenie, globalne epidemie, zbliżająca się asteroida, wojna totalna. Jak się obejrzy kilka katastroficznych filmów, a takich jest na pęczki, to mogą się w głowie zalęgnąć obrazy, które potem kiełkują.

    Ale przecież z drugiej strony, kiedyś czasy były dużo bardziej niebezpieczne, zagrożenia trudniejsze do uniknięcia, świat bardziej niezrozumiały. 

    Jak to się działo, że ludzie byli tacy silni psychicznie? Teraz np. śmierć dziecka jest straszną traumą, po której nie każdy się podźwignie. Kiedyś dzieci umierały na potęgę i ludzie żyli dalej normalnie.  


    Mnie się wydaje, że dawniej więzi międzyludzkie były dużo silniejsze i między innymi dlatego ludzie byli mocniejsi psychicznie.
    Łatwiej żyć, łatwiej dźwigać swój los, kiedy ma się wokoło "stado", które pomaga nieść brzemię.

    Znów pojadę Norwegią - widzę jak tutaj ludzie pomagają sobie wzajemnie, tworzą wspólnoty. Starsi sąsiedzi interesują się sobą nawzajem, dziadkowie angażują się w życie wnuków i pomagają tak finansowo, jak i pilnując wnucząt od czasu do czasu. 
    Święta, różne uroczystości obchodzone są bardzo rodzinnie, w dużym gronie.

    Do tego każdy obywatel może liczyć na wydatną pomoc ze strony państwa. 
    Państwo jest opiekuńcze, a w takim państwie ma się poczucie, że w razie kłopotów nie zostaje się samemu, tylko znów " stado" pomaga nieść brzemię.

    W Polsce też tak dawniej było, jeszcze za PRL-u. Co się stało, że tak nie jest?

    Podziękowali 1Ona64
  • Katarzyna powiedział(a):
    Może, gdy zagrożenie jest realne, namacalne, dookreślone, to ludzie są w stanie coś z nim robić - mądrze lub głupio, ale jakoś sobie radzą i dzięki temu mogą mieć poczucie sprawstwa. A jak sobie radzić  zagrożeniami typu: koronawirus z Chin, globalne ocieplenie, zatrucie wszystkiego wokół, potencjalna wrogość w całym otaczającym świecie, zmiany ekonomiczne pogarszające jakość bytu, nadciągająca apokalipsa itp. Świadomość takich zagrożeń nieuchronnie prowadzi do poczucia bezradności.

    Ale dawniej też były takie zagrożenia.
    Nie koronawirus, ale dżuma, która zabiła dużą część ludności Europy (i nie było naukowców jak dziś, którzy by zaraz wymyślili lek na każdą chorobę).
    Był trąd, umierało się na zapalenie płuc. 

    Nie trąbiono o globalnym ociepleniu, ale ludzie byli bardziej bezradni wobec kataklizmów, np. powodzi. Pioruny paliły chałupy, kościoły. Dziś już nie, bo mamy piorunochrony.
    Przyszła susza - to był głód i umierało się z głodu.

    Żywność nie była tak zatruta, owszem, i środowisko czystsze, ale zagrożenie było na każdym kroku że strony drobnoustrojów, bo ludzie nie mieli pojęcia jak ważna jest higiena, a i leków nie było takich jak dziś.

    Wrogość była namacalna - a to wojny, a to napady i rozboje, dzieci wykorzystywano seksualnie całkiem bezkarnie, bo prawo ich nie chroniło tak jak dziś, włóczegami i kalekami nie zajmowano się, tak jak dziś to państwo robi.

    Apokalipsę mieli co parę lat, jak przyszła wojna, albo jak sami szli na wojnę.

    Ogólnie ludzie dawniej byli narażeni na niebezpieczeństwa dosłownie na każdym kroku. Nawet poród to było mega niebezpieczne wyzwanie.

    Coś jednak było takiego w tych ludziach, że byli mocniejsi niż my. Bardziej zahartowani, bardziej waleczni, ale też bardziej niż my umieli pogodzić się z losem.

    Podziękowali 1joanna_1991
  • @Agnieszka , ale jak to przerwać, jak temu zapobiec...? Jak przywrócić ten dawny świat wartości?
     No coś z tym wszystkim zrobić trzeba, no bo to nie jest normalne, że dzieci nie chcą żyć...

    Mam takie poczucie, że to jest zawałka nasza, dorosłych i że to my musimy coś z tym zrobić, bo my wpakowaliśmy dzieciaki w taki a nie inny świat.
    Dobrze , że jest fundacja "Dajemy dzieciom siłę" , ale to za mało.

    Co jeszcze można zrobić, żeby poprawić polskim dzieciom środowisko życia, przywrócić normalność, sprawić, żeby były szczęśliwe i żeby chciały żyć?

    Wiem, że to jest możliwe, że świat spokojny i przyjazny istnieje, sama żyję w takim świecie i bardzo chciałabym , żeby w Polsce też tak było.
    Podziękowali 1Agax4
  • nowa powiedział(a):
    Agnieszka powiedział(a):
    Rozumiem, jednak przez te 2 godziny nie było żadnej dorosłej osoby w pobliżu, do której można podejść i poprosić o zadzwonienie , nie wiem, kierowca tego autobusu ?

    Byla nauczycielka ktora powiedziala ze  z prywatnego telefonu nie zadzwoni , kierowca mial akurat na głowie policje lekarza pogotowia itd to nie mial czasu  od tamtej pory maja zawsze telefon ze sobą

    Wstrętna ta nauczycielka
  • edytowano luty 2020
    Izka powiedział(a):
    nowa powiedział(a):
    Agnieszka powiedział(a):
    Rozumiem, jednak przez te 2 godziny nie było żadnej dorosłej osoby w pobliżu, do której można podejść i poprosić o zadzwonienie , nie wiem, kierowca tego autobusu ?

    Byla nauczycielka ktora powiedziala ze  z prywatnego telefonu nie zadzwoni , kierowca mial akurat na głowie policje lekarza pogotowia itd to nie mial czasu  od tamtej pory maja zawsze telefon ze sobą

    Wstrętna ta nauczycielka
    Mnie jest w to aż trudno uwierzyć. 
    Nasze dzieci zawsze mogą korzystać z telefonów nauczycieli, szkolnych co więcej, gdy jest jakiś poślizg np z powrotem z wycieczki czy jakiegoś wyjścia sami pilnujemy, by do rodziców dotarła informacja. Czy wysłali smsy, czy im się tel nie rozładowały itp
    Przecież ta pani mogła zadzwonić choćby do sekretariatu i sekretariat zobowiązać do poinformowaniu rodziców. 
    A ta nauczycielka tak powiedziała to Tobie?

    To był jej  obowiązek. Po prostu. 
    Podziękowali 3Izka Rogalikowa Katia
  • Agnieszka powiedział(a):
    Podobnie jest z tymi młodymi ludźmi, żyją w zupełnie innym świecie niż te, które je faktycznie otacza.
    Odizolowanie, również w sensie mieszkaniowym, gdzie mało prężnie działa społeczność 
    Siła jest rodzina, matka i tutaj moim zdaniem odbija się jej brak.
    To duże wyrzeczenie z pewnością dla kobiety chcącej się realizować czy mającej ważny zawód ( prawnik, lekarz, specjalista od czegoś) kosztem jest zdrowie dziecka, dzieci.
    Jedność rodziny, czas dla niej taki zwykły, codzienny, daje bardzo duży komfort psychiczny dzieciom.
    Tu bardzo się zgodzę. Kiedyś rodziny były wielopokoleniowe, nawet jak matka pracowała to była jeszcze babcia stale w domu. Dziecko po szkole miało ten komfort powrotu do domu, w którym ktoś na nie czeka. Teraz rodzice często robią kariery, młodzi żyją osobno, często z dala od rodziców i dzieci w żłobkach, do późna w przedszkolach/ szkołach. Potem z kluczem na szyji wracają do pustego domu i są jak dzieci niczyje. 

    Podziękowali 1Ida
  • kociara powiedział(a):
    Izka powiedział(a):
    nowa powiedział(a):
    Agnieszka powiedział(a):
    Rozumiem, jednak przez te 2 godziny nie było żadnej dorosłej osoby w pobliżu, do której można podejść i poprosić o zadzwonienie , nie wiem, kierowca tego autobusu ?

    Byla nauczycielka ktora powiedziala ze  z prywatnego telefonu nie zadzwoni , kierowca mial akurat na głowie policje lekarza pogotowia itd to nie mial czasu  od tamtej pory maja zawsze telefon ze sobą

    Wstrętna ta nauczycielka
    Mnie jest w to aż trudno uwierzyć. 
    Nasze dzieci zawsze mogą korzystać z telefonów nauczycieli, szkolnych co więcej, gdy jest jakiś poślizg np z powrotem z wycieczki czy jakiegoś wyjścia sami pilnujemy, by do rodziców dotarła informacja. Czy wysłali smsy, czy im się tel nie rozładowały itp
    Przecież ta pani mogła zadzwonić choćby do sekretariatu i sekretariat zobowiązać do poinformowaniu rodziców. 
    A ta nauczycielka tak powiedziała to Tobie?

    To był jej  obowiązek. Po prostu. 

    dziecku a po tym wypadku sama z pracy zrezygnowała 
  • A tak obok tematu 23.02 to dzień walki z depresją.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.